Dla mnie uroda to ja, taka gdzieś na dnie duszy, namalowana, ale jeszcze nie taka. Widze ją w wyobraźni lub na niektórych zdjęciach...
Uroda to oczywiście rysy, ale i nasze wnętrze namalowane na twarzy. Ja chciałabym aby moja osobowość odbijała się w moich oczach i śmiechu, żeby potrafiła oczarować drugiego człowieka.
Choć jak patrzę w lustro to widzę obcą osobą lub tą, którą chciałabym być...
Ale kiedyś w końcu się sobie spodobam I może nie tylko sobie...
Może nie zawsze podobamy się sobie, bo nasza uroda niezbyt dokładnie wyraża nasze wnętrze? A my chcemy aby wszyscy wiedzieli, jakie jesteśmy subtelne, gdzieś tam na dnie duszy. Dlatego odchudzamy się lub robimy inne sztuczki. Chcemy aby każdy nasz ruch dokładnie oddawał nas... A może to tylko ja tak myślę?
Uroda , to niby takie powierzchowne i głupio tak się nią stale tym przejmować, ale... Ale można nią tak wiele wyrazić. Np. że jestem smutna, albo....
Rysy twarzy są tylko rysami I to my im nadajemy wyraz. Np. ta sama twarz mogłaby inaczej wyglądać, gdyby należała do zupełnie inych osób. Nosimy po prostu swoje twarze, każdy inaczej.
Kiedyś taki facet powiedział, że mam smutne oczy. Gdy moja twarz była szczuplejsza, oczy wydawały się większe, no i bardziej smutne. Myślałam, że smutne oczy to ładne. Smutne, niewinne, osamotnione, zagubione, ktoś się chce nimi zaopiekować, ktoś... Ładne oczy mogą oczarować faceta, zaczarować go.
Ale oczywiście zanim ich zaczarujemy musimy najpierw się sobie podobać, spodobać, w końcu.
Tak naprawdę nie oglądałam się nigdy w oczach faceta, więc nic więcej ciekawego wam nie powiem.
Fajnie gdybyście napisały o tym, jakie jesteście w ich oczach, w swoich oczach...









