Co o singielstwie sądzi jedyna sngielka w mieście?
Wreszcie wolna
Jeszcze nigdy, tak jak dzisiaj moda „single ladies” nie była tak skondensowana. Kiedyś na stan singielstwa patrzono przez pryzmat „staropanieństwa”. Dziś nikogo ten fakt już nie dziwi, posunę się nawet do stwierdzenia, iż single to autonomiczny gatunek! I absolutnie nie mam tutaj na myśli dyrdymałów o statusie w społecznej hierarchii, kto za kim stoi czyli rodzina kontra single.
W ciągu ostatnich kilkunastu lat nasza rzeczywistość ewoluowała, a w raz z nią poszło w odstawkę utarte schematem życie: „SPPD” czyli szkoła, praca, partner, dzieci. Dzisiaj dla wielu z nas, singielek życie w relacji partnerskiej lub małżeńskiej jest tylko jedną z wielu możliwości, a nie samym punktem kulminacyjnym w byciu spełnioną kobietą. Same możemy decydować, nawet za cenę niejednokrotnego przekraczania granic ogólnokulturowych działań. Kto miał prawo przywiązać kobietę do tradycji?
Singielstwo jest niczym synonim skupiania się nad rozwojem swego potencjału oraz niezależności. Nie jest to jedynie obraz tzw. „społecznego odczucia” a wyzwolenie poprzez pełną swobodę i wolność, co niewątpliwie sprawia przyjemność samym zainteresowanym.
Single mogą rozwinąć swoje skrzydła i polecieć tam, gdzie odnajdą siebie samych…albo inaczej…biorą do ręki maczetę i wyruszają przed siebie, przebijając się przez utarte schematy. DO BOJU!
Singielka to w wolnym tłumaczeniu animatorka swego życia. Bez zbędnych ograniczeń i ceregieli ożywia siebie do działania pozwalając na ubarwianie swoich dni, według własnych upodobań. Słowem klucz jest „wolność”. W naszym słowniku nie ma poleceń, nie ma zakazów ani nakazów. Agnieszka, pomimo trzy letniego stażu singielstwa, nadal nie może wyjść z podziwu: „ To cudowne uczucie, móc przestać ukrywać pod łóżkiem swoje buty DeeZee czy Zary ! Teraz mogę ustawić je na szafie i przyglądać się im godzinami!”.
Wylewa się sporo stereotypów na temat singielek, niejednokrotnie potępiających tenże stan, za to, że jesteśmy egoistyczne, pełne sztucznego oswobodzenia i na koniec, nieszczęśliwe i sfrustrowane, bo bez drugiej-dopełniającej nas połówki pomarańczy. Nie sposób nie uspokoić wszystkich tych głosów.
Asia, singielka z wyboru nie pozostawia złudzeń: „Jestem kobietą, która uwielbia swoją przestrzeń, nie mam zamiaru dzielić ją z nikim, komu wypada się dzielić każdym najmniejszym czy prozaicznym wydarzeniem w moim życiu. Kiedy spontanicznie ktoś w pracy rzuca pomysł wspólnego wyjścia, zawsze główną rolę odgrywa… telefon. Nie twierdzę, że samo informowanie swojego partnera jest złe. Chodzi mi raczej o powielaną formę pytania z jego strony „Jak”, „Co” i „Dlaczego?” lub „za ile będziesz?”, „co będziesz tam robić?”. Jestem dorosłą kobietą, sama chcę decydować co mi wolno, a czego nie! Po co nam kobietom, te gierki?”
Być, czy nie być singlem…
Singiel to nie pojęcie abstrakcyjne. W Polsce jest ok 7 mln singli w różnym wieku, płci męskiej i żeńskiej, po przejściach i tych początkujących. Jedni wybrali tę drogę sami, za innych wybrał los.
Tak, będę głosić tezę o samorealizacji singli!
Stan pełnej samokontroli nad swoim życiem osiągniesz będąc singlem. Kiedy jesteś z kimś związana rzucasz się w wir kompromisów, i o ile nie musi to wcale oznaczać końca miesiąca miodowego, o tyle nie pozwala swobodnie balansować pomiędzy Twoim „prawdziwym ja”. Grzechem nie przytoczyć w tym miejscu słów mojej wirtualnej znajomej, która pomimo bycia szczęśliwą narzeczoną, wciąż podpisuje się pod tą tezą:” NIGDY nie rozwijałam swoich zainteresowań tak mocno jak wtedy, gdy byłam sama. Mieszkając z facetem ma się inne rzeczy na głowie i choć znajduję czas na rozwijanie się, nie wygląda to już tak jak kiedyś. Bycie singielką to czas tylko dla siebie, należy go wykorzystać maksymalnie bo nie wiesz, co dobrego może z tego wyniknąć!”
Nie jestem fanatyczką życia w pojedynkę, żadna singielka bliżej mi znana też nią nie jest. To, że jestem singielką oznacza tylko tyle, że odsunęłam od siebie kompleks Kopciuszka. Z ogromną dezaprobatą spoglądam na budowanie życia wokół samego mężczyzny, czego nieodłącznym elementem staje się utrata własnej niezależności . Miłość? Czemu nie! Nie przekreślam jej. W oczekiwaniu na ową, wybieram pracę nad samodoskonaleniem się. Sprawne oko singielki, wypatrzy jeszcze księcia!
Julia – jedyna singielka w mieście
Warto też przeczytać:
Jak stracić chłopaka w jeden weekend?
Jak się pieścić? 22 sposoby na masturbację
Mam na imię Anna, Ana, Anoreksja...
ankieta









